Sławomir Wojtkowski


filozof, etyk, strateg, badacz i wielbiciel reklam

Wojna o seksedukację

W Poznaniu i w Warszawie zawisły kontrowersyjne reklamy przygotowane przez fundację Pro – Prawo do życia. Banery przestrzegają przed elementami edukacji seksualnej dzieci oraz informują o domniemanej korelacji między homoseksualizmem a pedofilią. Przyciąga uwagę i szokuje zdjęcie nagich mężczyzn biorących udział w jednej z tzw. parad równości.

Homofobiczny baner przy ul. Wyszyńskiego w Poznaniu (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

Mariusz Dzierżawski, prezes fundacji organizującej kampanię społeczną, powiedział Gazecie Wyborczej: „Musimy ostrzec miliony rodziców przed niebezpieczeństwem, które czyha na ich dzieci. Liczymy też, że dzięki tej kampanii posłowie uważniej wczytają się w nasz projekt.” Chodzi tu o projekt nowelizacji prawa karnego w taki sposób, żeby za propagowanie zachowań seksualnych wśród małoletnich groziła kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Pod projektem złożonym w Sejmie udało się już zebrać 250 tysięcy podpisów.

Cel kampanii jest więc jasny. Adresatami pierwszoplanowymi są rodzice małoletnich dzieci, a w szerokim rozumieniu opinia publiczna lub przynajmniej ta jej część, której nieobojętne są problemy wychowania. Chodzi o to, żeby zapoznać te środowiska z określonymi zagrożeniami omówionymi szerzej na stronie www.stoppedofilii.pl. Środkami, które tu zastosowano są szok i prowokacja, obliczona na zwiększone zainteresowanie społeczne i rozgłos medialny. Wygląda na to, że udało się reklamodawcom osiągnąć wysoki próg zauważalności, są pod tym względem skuteczni.

Drastyczne środki wyrazu w reklamie zawsze budzą wątpliwości. Są one jednak mimo to nierzadko stosowane, szczególnie (choć nie tylko) w reklamie społecznej. Trzeba przyznać, że zdjęcie opublikowane na banerach nie prezentuje „więcej” nagości niż niektóre reklamy komercyjne, choć niewątpliwie jest to nagość mniej estetyczna. Opory budzi dobór medium. Reklama zewnętrzna dociera bowiem także do dzieci, które nie są adresatami kampanii, co więcej, właśnie zgodnie z przesłaniem tej kampanii powinny być raczej chronione przed tego rodzaju treściami.

Forma reklamy (layout, typografia, kolorystyka) oraz jej wykonanie każą podejrzewać, że nie stoi za kampanią żadna agencja reklamowa czy studio projektowe. To raczej amatorski projekt. Jeśli natomiast chodzi o treść, to niezależnie od przekonań należy stwierdzić, że jest ona niejasna. Nie dokonano tu bowiem ważnych rozróżnień pojęciowych. Czym innym jest homoseksualizm, czy innym pederastia i pedofilia, a zupełnie czym innym seksedukacja. Wydaje się, że doprecyzowanie przekazu pod tym względem wcale nie zmniejszyłoby perswazyjnego impetu reklamy.

Sednem problemu podjętego w kampanii jest zagrożenie młodych Polaków, szczególnie dzieci, seksualizacją. Czy jest to zagrożenie tylko wyimaginowane czy realne? Jeśli prawdą jest, że rozważane są w Polsce projekty i pomysły nauki masturbacji przedszkolaków czy propagowania środków antykoncepcyjnych w najniższych klasach szkoły podstawowej (a jest to zapisane w zaleceniach WHO!) – trudno byłoby przejść nad tym do porządku. Warto by było, żeby rząd, MEN czy inne odpowiedzialne podmioty odniosły się do tych zapisów, bo sprawa jest niepokojąca.

Podobne wątpliwości budzą przytoczone w reklamie dane dotyczące pedofilii w związkach homoseksualnych wychowujących dzieci. Co prawda w Polsce prawo na adopcję dzieci przez pary jednopłciowe nie zezwala, ale w niektórych państwach europejskich już tak. Na ile rzetelne są badania na ten temat, na których wyniki powołuje się reklamodawca? Do tego właśnie powinny odnieść się media, poddać je krytyce lub potwierdzić. Byłoby to bardziej rzeczowe i wartościowe poznawczo niż emocjonalne zarzucanie reklamodawcy „mowy nienawiści”.

Wydaje się, że akcja fundacji Pro jest formą wołania o poważne potraktowanie trosk i obaw części środowisk w Polsce, które mając ograniczony dostęp do mediów głównego nurtu, są jednocześnie przestraszone i lekceważone. Mają poczucie, że przygotowuje się ważne rozstrzygnięcia dotyczące młodego pokolenia, czyli po prostu ich dzieci, za ich plecami. Jeśli rzeczywiście nie ma się czego obawiać, warto konkretnymi argumentami przekonywać zaniepokojoną część opinii publicznej. Wyraźnie potrzeba poważnej rozmowy, debaty społecznej na temat zasygnalizowanych tu problemów. Postrzegam tę kampanię jako swoiste dopominanie się o nią.

[sw, lipiec 2014]

Dziś (18/07/2014) w Gazecie Wyborczej i w portalu gazeta.pl opublikowano artykuł na temat kampanii fundacji Pro – prawo do życia, zawierający także moją wypowiedź ekspercką (http://gorzow.gazeta.pl/gorzow/1,36844,16342322,Szokujacy_plakat__Strasza_gejami_i_nauka_masturbacji.html). Ponieważ jest to wypowiedź okrojona i nie oddaje w pełni mojej oceny omawianej reklamy, a przy tym cały artykuł jest jednostronny, postanowiłem napisać powyższy tekst.

Komentarze:

Wypowiedz się


 

-->