Sławomir Wojtkowski


filozof, etyk, strateg, badacz i wielbiciel reklam

Śmierć na sprzedaż

To prawda znana od dawna. Jim Morisson, aby zwiększyć sprzedaż płyt grupy The Doors, zamierzał upozorować swoją śmierć. W prasie ukazało się kilka nekrologów, a zaraz po nich teksty podsumowujące i upamiętniające twórczość artysty. Gdy w 1970 r. świat po raz drugi obiegła wiadomość o śmierci Morissona – tym razem prawdziwa – wielu w newsa nie uwierzyło.

- Na zjawisko śmieci rzeczywiście można spojrzeć, jak na pewnego rodzaju zabieg marketingowy – mówi Piotr Tymochowicz, specjalista ds. kreowania wizerunku. Sławomir Wojtkowski, specjalista ds. PR z Warszawskiej Szkoły Reklamy przytakuje. – To prawda, że o wielkich twórcach przypominamy sobie w chwili ich śmierci. Dziwi mnie to, bo przecież wiersze Miłosza, czy płyty Niemena tak samo ładnie brzmiały za ich życia, jak i po śmierci -twierdzi.

Na wieść o śmierci znanego człowieka natychmiast reagują PR-owcy. Przygotowują specjalne składanki, kolekcje złotych przebojów, specjalne edycje dzieł wybranych, czy dzieł zebranych, które domykają twórczość zmarłego. Spieszą się, bo czasu nie mają zbyt dużo Đ zwyżkowa sprzedaż utrzymuje się tylko przez trzy, cztery miesiące od śmierci. I tak już we wrześniu nakładem wydawnictwa Sic! ukaże się książka o rozwoju twórczości Czesława Miłosza „W ogrodzie pamięci” autorstwa Ewy Bieńkowskiej. Wydawnictwo Literackie z kolei pracuje nad „Moimi spotkaniami z Czesławem Miłoszem”. Będzie to tom esejów i recenzji przeplatanych wspomnieniami nestora krytyków polskich Ryszarda Matuszewskiego. Nakładem tego samego wydawnictwa ukażą się także „Dzieła zebrane Czesława Miłosza” (obie książki przygotowywane są na wrzesień). W księgarniach pojawi się również m.in. wznowienie książki „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada” (przygotowywane przez wydawnictwo „Słowo/obraz terytoria”).

Dwa miesiące po śmierci Jacka Kaczmarskiego do sklepów trafił „Syn Marnotrawny”, komplet wszystkich płyt nagranych przez barda. – W komplecie znalazły się największe przeboje Kaczmarskiego, jak i materiały jeszcze nie publikowane. Płyta, mimo wysokiej ceny (ok. 200 zł), sprzedaje się naprawdę nieźle Đ mówi Tomasz Daab, zastępca kierownika działu muzyki Traffic Clubu. Zaraz po śmierci Niemena do sklepów muzycznych trafił 5-płytowy box Đ 2 część „Złotej kolekcji” (część 1 wydano przed śmiercią artysty).

Dlatego internauta podpisujący się jako Duch czasu, na portalu muzyka.onet.pl napisał „Do artystów”: „Wiecie, jak najlepiej zarobić? Otóż najlepiej przenieść się na tamten świat. Wtedy wydadzą wszystkie wasze płyty, no i to z jakim nakładem! Kaczmarski, Niemen – to przykłady z ostatnich miesięcy. Cóż, żyjemy w czasach, w których nawet śmierć jest wykorzystana do tego, żeby wypchać sobie kieszenie kasą”.

Dochodzi nawet do sytuacji, w których specjaliści od PR obserwują rynek i zawczasu przygotowują się na śmierć znanej osoby. – Tego typu postępowanie na większą skalę byłoby bliższe zachowaniu hien, niż ludzi. Jest nieetyczne -stwierdza Wojtkowski. Pewnie dlatego w Polsce nie jest to zjawisko powszechne, choć jak przyznaje PR-owiec – zdarza się. – Na poziomie państwowym PR-owcy przygotowują drogę postępowania i czczenia pamięci ludzi, co do których wiadomo, że są w podeszłym wieku lub wiadomo, że są schorowani. Jest też tajemnicą poliszynela, że państwo polskie mechanizm administracyjno-państwowo-rządowy ma przygotowany na wypadek śmierci Jana Pawła II. Lista przemówień i przebieg uroczystości już dawno jest opracowana. Nie wiem, czy np. w przypadku Miłosza było podobnie. Przypuszczam jednak, że niektóre środowiska w jakiś sposób były przygotowane na taką ewentualność – dodaje.

Na reakcje PR-owców natychmiast odpowiadają handlowcy. Internetowy sklep Merlin.pl: w dziale książki jest specjalna zakładka poświęcona Miłoszowi. U góry strony znajduje się informacja: „Czesław Miłosz jeden z najwybitniejszych poetów XX wieku, pisarz, tłumacz historyk historyk literatury, laureat Literackiej Nagrody Nobla. Zmarł 14. sierpnia w Krakowie w wieku 93 lat”. Pod spodem wybrane pozycje, które Merlin poleca swoim klientom. Znalazły się tu m.in. „Traktat poetycki”, „Listy”, „Przygody młodego umysłu” – wszystkie w promocyjnych cenach. Merlin zachęca także do zakupu książki związanej z postacią Miłosza (m.in. „To Miłosz” Justyny Papp, „W stronę Miłosza” Aleksandra Fiuta) i odsyła do wywiadu, którego poeta udzielił Merlinowi we wrześniu 2000 r. Podobnie postąpiły niemal wszystkie księgarnie w Polsce. W każdej na sklepowej witrynie lub w rzucającym się w oczy miejscu zrobiono ekspozycje z książkami Miłosza. W taki sam sposób na wieść o zgonie znanego muzyka reagują sklepy muzyczne.

Szybka reakcja handlowców i PR-owców znajduje potwierdzenie w danych. W ciągu ostatnich dwóch tygodni sprzedaż książek Czesława Miłosza wzrosła o ok. 30 proc. – i pewnie jeszcze wzrośnie – przypuszczają handlowcy. Popularnością cieszy się też książka Jacka Kuronia „Rzeczpospolita dla moich wnuków”, wydana zaraz po śmierci autora. – Sprzedajemy ok. pięciu egzemplarzy dziennie. To bardzo dobry wynik, jak na tego typu pozycję – przekonuje Marek Bajko, kierownik działu książki Traffic Clubu. Od stycznia, czyli od śmierci Czesława Niemena, sprzedaż jego płyt wzrosła rekordowo – o kilkaset procent. Albumy szły tak dobrze, że kilka miesięcy temu zabrakło ich w magazynie krajowym. Trzeba je było dotłoczyć. – Stosunkowo kiepska płyta Niemena „Spodchmurykapelusza”, skrytykowana przez dziennikarzy i fanów Niemena, za życia muzyka w ogóle się nie sprzedawała. A po jego śmierci była jedną z lepiej schodzących – mówi Tomasz Daab. – Dokładnymi danymi nie dysponuję, ale wzrost ten niestety zauważyliśmy i my – przytakuje Krzysztof Ciułkowski, kierownik działu fonograficznego Polskiego Radia, wydawcy m.in. Niemena i Kaczmarskiego.

Po śmierci Jacka Kaczmarskiego, wybitnego polskiego artysty – barda, poety, pisarza i tłumacza, zmarłego w kwietniu br., także zanotowano skok. Co prawda nie tak spektakularny, jak w przypadku Niemena. Kaczmarski znany był tylko w wąskim środowisku. Ale sprzedaż jego albumów wzrosła o 100 proc.

Popyt na niektóre produkcje rośnie też z okazji różnego rodzaju jubileuszy – trzeba jednak zaznaczyć – „jubileuszy medialnych”. Np. w sierpniu czcimy 60-lecie Powstania Warszawskiego. Z tego powodu wzrosło zainteresowanie Krzysztofem Kamilem Baczyńskim. Đ Obok takich książek, jak „Powstanie 44” Normana Davisa i „Dni walczącej stolicy” Władysława Bartoszewskiego, świetnie sprzedają się pozycje o Baczyńskim. Jego poezja schodzi przy okazji – mówi Marek Bajko.

W sposób naturalny dla podniesienia sprzedaży wykorzystuje się więc chwyty mające znamię czegoś ostatecznego. W takim wypadku działa nie tyle informacja o śmierci, a raczej to, co się dookoła niej dzieje – tego typu wiadomościom zwykle towarzyszy medialny szum. Wciąż mówi się o zmarłym. Media przypominają archiwalne wywiady. Telewizje nadają reportaże. Organizuje się spotkania, podczas których wspomina się zmarłego. Redakcje przygotowują specjalne dodatki tematyczne. – Funkcjonuje powiedzenie, że wszystko jedno jak, byleby o kimś mówili. W przypadku śmierci nie dość, że się dużo mówi, dodatkowo są to wyłącznie opinie pozytywne. To przekłada się na wzmożone zainteresowanie. Wiadomość staje się tematem rozmów. A sprzedaż dzieł autorstwa zmarłego rośnie przy okazji – stwierdza Wojtkowski.

Tymochowicz ma na ten temat inne zdanie. Według niego, chodzi o typową polską zawiść. – My, Polacy, cierpimy na tzw. syndrom ofiary, dlatego lubimy wyłącznie tych, którym można współczuć, nad którymi można boleć. W Polsce każdy człowiek, który osiąga wyżyny sławy, jest na piedestale, przede wszystkim budzi zawiść i niechęć. Konkurencją przestaje być dopiero w chwili śmierci. Wówczas nikomu nie zagraża. Zawiść, o której mówię, nie dotyczy wyłącznie środowiska, z którego zmarły pochodził. On przestaje być zagrożeniem w stosunku do uczuć zawiści i nienawiści przeciętnego Polaka. Nieboszczyka można hołubić i nobilitować, bo już nie ma mu czego zazdrościć. Dopiero w takiej sytuacji jesteśmy w stanie dostrzec i docenić artyzm, czystą sztukę – dodaje Tymochowicz. Wbrew pozorom wykorzystują tę sytuację także artyści. Często korzystają z pomysłu Morissona, ale nieco go modyfikują, bo – jak zauważają PR-owcy – symulowanie śmierci przez artystę wielkiego sensu nie ma. To działanie na krótką metę, bo po czasie oznacza także śmierć medialną. – Znane są za to przypadki symulowania ciężkiej choroby tylko po to, żeby zwiększyć sprzedaż swoich dzieł – podaje przykład Tymochowicz.

Sławomir Wojtkowski przytacza inny. – Bardzo dobrym zabiegiem podnoszącym sprzedaż jest ogłoszenie, że artysta się wycofuje. Ten mniej drastyczny środek chętnie stosują polskie gwiazdy. Zabieg ten także oznacza śmierć, ale w cudzysłowie. Jest bardzo skuteczny, poza tym w każdej chwili może być odwołany. Często stosują go muzycy. Krzyczą, że dają ostatni koncert, że jadą w ostatnią trasę – wyjaśnia i wylicza gwiazdy, które w ostatnim czasie ogłosiły koniec: Michał Wiśniewski, Muniek Staszczyk, Edyta Górniak. – Wiśniewski i Górniak zarzekają się, że odchodzą ze sceny na zawsze. Staszczyk sprytnie twierdzi, że zawiesza działalność na jakiś bliżej nieokreślony czas. Ta informacja rewelacyjnie podnosi sprzedaż płyt. Na ich koncerty ludzie walą, bo każdy nazywa się „ostatni”. Nieważne, że lista tych „ostatnich koncertów” jest bardzo długa, a trasa zaplanowana przynajmniej do końca roku. Po jakimś czasie – czasami dłuższym, czasami krótszym – następuje wielki come back, który także korzystnie wpływa na sprzedaż – dodaje PR-owiec. Ostatnio dosyć często jesteśmy światkami come backów. Na polskiej scenie, po latach przerwy znów pojawił się m.in. Papa Dance i Kombi. Największy i najbardziej spektakulany powrót ostatnich czasów z pewnością należy do The Doors. Niedawno gościli też w Polsce. Niestety, bez Morissona. Z zaświatów wrócić się nie da.

Monika Woś / Trybuna 02/09/2004 / PRoto
tekst źródłowy

Komentarze:

Wypowiedz się


 

-->