Sławomir Wojtkowski


filozof, etyk, strateg, badacz i wielbiciel reklam

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Zapraszam na wycieczkę w czasie. Nieodległą. Mamy rok 2000 lub 2001. Jesteśmy w podwarszawskim Piasecznie. Co można zobaczyć? Ówczesne reklamy, pseudoreklamy, quasireklamy i antyreklamy „zdobiące” mury i ściany budynków, ale także usytuowane w bardziej nietypowych miejscach. Jest to świat, którego już dziś nie ma. Chyba na szczęście.

W pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku Piaseczno, jak wiele innych polskich miejscowości, przeszło daleko idącą metamorfozę. Myślę, że metamorfoza ta dotyczyła w Polsce właśnie miejscowości mniejszych, mających kilkanaście bądź kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Większe miasta bowiem bardziej dynamicznie i wyraziście zmieniały swoje oblicze już w latach 90. ubiegłego wieku. Fala zmian porządkujących jako tako przestrzeń publiczną napłynęła do mniejszych ośrodków miejskich z pewnym opóźnieniem. Było to spowodowane z jednej strony brakiem wyczucia, potrzeb czy po prostu świadomości lokalnych władz, z drugiej zwyczajnie mniejszymi pieniędzmi, które mogły w poprawę wyglądu przestrzeni publicznej zainwestować miasta powiatowe czy miejscowości gminne.

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Reklama elewacyjna Unitra Lamina z lat 70. (?) XX wieku. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Reklama Unitra Lamina w całej rozciągłości. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Mleko to zdrowie. Reklama na elewacji budynku zlikwidowanej piaseczyńskiej mleczarni. [foto: sw]

Oto reklamy postpeerelowskie. Malowane bezpośrednio na elewacjach ścian budynków. Od razu na długie lata. Czasami, zapomniane, straszyły wyblakłą i obłażącą farbą całymi dziesięcioleciami. Najczęściej – co zapewne wiązało się nie tylko z brakiem inwencji, ale także niewielkimi możliwościami ekip malarskich, które je wykonywały – przekazy te ograniczały się do krótkiego hasła i abstrakcyjnego, opartego na kompozycji linii prostych i płaszczyzn o prostych krawędziach tła (pełniącego funkcje ozdobne, a nie perswazyjne). Niekiedy zawierały nazwę i znak firmowy, dane teleadresowe oraz zestawienie produkowanego asortymentu. Jednak były to w głównej mierze przekazy niekomercyjne. Inne, ze względu na notoryczne w PRL „braki zaopatrzeniowe”, nie miałyby sensu.

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Wjazd do Piaseczna od strony Warszawy. Bałagan reklamowy przy ulicy Puławskiej. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Jeden z piaseczyńskich bazarów. [foto: sw]

Bałagan w reklamie zewnętrznej był u progu XXI wieku jeszcze większy niż dziś. I nie był to spadek po minionej epoce. Ten „wizualny kociokwik” wybuchł w III RP. Brak dobrych uregulowań prawnych tej kwestii szedł tu bardzo często w parze z brakiem elementarnego wyczucia estetycznego zarówno przedsiębiorców, jak i twórców różnego rodzaju tablic informacyjnych, szyldów, banerów i innych promocyjnych nośników outdoorowych. Kiepskie wrażenie pogłębiała zła organizacja przestrzeni publicznej oraz prowizoryczność pawilonów, bud, stoisk i straganów stawianych i wykorzystywanych przez lokalny biznes.

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Eurofirany w drewnianej budzie. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Serwis Speed na parkingu. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Groteskowy “drogowskaz reklamowy” do myjni. [foto: sw]

Wiele reklam i „drogowskazów reklamowych” umieszczonych było w dziwnych miejscach i w dziwny sposób. Przy tym niektóre przekazy były tak odpychające i odrażające, że mogły tylko zniechęcić potencjalnych klientów. Czasem aż trudno uwierzyć, że jakiś przedsiębiorca na serio mógł mieć nadzieję, że powiększą one rzeszę jego klientów.

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Przedstawicielstwo handlowe i salon firmowy w jednym. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Delikatesy. A zatem można kupić tu tylko artykuły wykwintne i wyszukane oraz wyjątkowe frykasy. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Postój radio taxi, ale bardzo starego typu. [foto: sw]

Szyld sklepowy lub firmowy. Tworząca pierwsze wrażenie wizytówka miejsca. Czego spodziewać się można po tak wyglądającym i tak oznaczonym „przedstawicielstwie handlowym” i „salonie firmowym”? A jakie produkty i delikatesowe wiktuały można kupić w tak obrandowanych „delikatesach”? No i jeszcze postój taksówek, jeden z dwóch najważniejszych w mieście… Ze swoistą budką telefoniczną oraz prehistorycznym, na pewno pamiętającym czasy głębokiego PRL-u aparatem telefonicznym (na zdjęciu niestety ledwo widocznym) służącym taksówkarzom do odbierania informacji o zamawianych kursach. Bieda, ale przede wszystkim estetyczna bieda, aż piszczy!

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Jeden z szyldów sklepu z artykułami metalowymi. [foto: sw]

Reklama małomiasteczkowa u progu XXI wieku

Zapuszczone Centrum Zaopatrzenia Fryzjerów. [foto: sw]

No i jeszcze na koniec szyldy o frapującej treści. Świat pragnień, świat marzeń, świat pasji, świat seriali, świat dziecka, świat książki, świat podróży, nawet świat gier – większość tych światów budzi pozytywne skojarzenia, a w niejednym z nich lubimy być. Ale w świecie śrub?! To musi być naprawdę traumatyczne przeżycie. Także dla fryzjera. Choć akurat ten ma jeszcze do wyboru odwiedzić Centrum, no dobrze Mini Centrum Zaopatrzenia Fryzjerów. Pominąwszy już samą nazwę oraz wygląd tego przybytku, powiedzmy sobie szczerze: szczególnie jak na ten zawód, to bardzo zapuszczone miejsce… Zupełnie tak samo, jak spora część ówczesnej małomiasteczkowej rzeczywistości reklamowej!

Dziś już w większości miejsc zamalowano stare reklamy straszące od dziesięcioleci, zliftingowano lub zlikwidowano brzydkie szyldy, zniszczone mury (wraz z napisami o treściach promocyjnych) zburzono lub poddano renowacji. Prawdopodobnie żadnego z zamieszczonych tu obrazków już dziś nie znajdziecie, choćbyście długo i uważnie spacerowali ulicami Piaseczna.

[sw, lipiec 2011]

{Przy odgruzowywaniu jednego z zapuszczonych pomieszczeń szkoły, w której pracuję od kilkunastu lat, odnalazłem niedawno błonę fotograficzną. Ku mojej radości okazało się, że zawiera ona materiał zdjęciowy (slajdy), który powstał podczas pewnego spaceru, dość banalnego zresztą. To było w 2000 lub 2001 roku. Przeprowadziłem się wówczas z Warszawy do podwarszawskiego Piaseczna, a przechadzka miała służyć dokładniejszemu poznaniu nowego miejsca zamieszkania, bliższych i dalszych jego okolic. Zdjęcia, które przeleżały w wilgotnej piwnicy 10 lat nie są najwyższej jakości, ale coś tam jednak na nich widać.}

Komentarze:

Wypowiedz się


 

-->